Kościół św. Teresy

Wraz z nowym rokiem rozpoczniemy opowieści o nowym stylu architektonicznym, który właściwie zdominował wileńską architekturę sakralną, uzyskując nawet swoją specjalną odmianę charakterystyczną tylko dla Wilna. Mowa oczywiście o baroku. Zanim jednak przejdę do opisu kościoła wybranego na temat dzisiejszej audycji, przybliżę Wam nieco cechy samego stylu, przytaczając piękne słowa profesora Juliusza Kłosa:

Styl barokowy, uważany przez dawniejszych historyków sztuki za objaw zupełnego upadku sztuki i zepsucia smaku, w nowszych badaniach otrzymał zupełną rehabilitację; uznano, iż był on niezbędnym dalszem ogniwem łańcucha ewolucyjnego schyłku XVI i całego XVII wieku. Wyłonił się on w drugiej połowie XVI wieku z renesansu, zbytnio skrępowanego przepisami i regułami, a służył zaspokojeniu rozbudzonego w Rzymie papieży pragnienia wyrażenia potęgi kościoła, triumfującego nad zwyciężoną reformacją. Najżarliwsi bojownicy i właściwi twórcy tego triumfu jezuici w niezliczonych kościołach, powtarzających wiernie pierwowzór: kościoł Il Gesu w Rzymie, dążą do olśnienia ludu potężnemi masami, niebywale wspaniałą dekoracją, pełną zdumiewających efektów, a nieraz i przesadnej błyskotliwości, bogactwem fantazji i temperamentem, porywającym bezapelacyjnie duszę widza. Barok, operując tym samym arsenałem form klasycznych, co i renesans, lecz zasadniczo odrzucając wszystkie reguły i kanony swego poprzednika, tworzy kompozycje olśniewające swą śmiałością i nowością; negując prawidła akademickie, apeluje jedynie do szczerej lotnej fantazji twórcy, każe mu nie chodzić wymierzonym krokiem, lecz fruwać na własnych skrzydłach.

Dzieje kościoła świętej Teresy są związane z fundacją klasztoru karmelitów bosych, sprowadzonych przez biskupa Wołłowicza z Lublina. Ignacy Dubowicz, radca wileński, oraz jego brat Stefan, wykupili od cerkwi świętego Ducha plac położony przy Ostrej Bramie i w latach 1621-1624 wznieśli zakonnikom klasztor. W kolejnych kilku latach karmelici wznieśli przy klasztorze tymczasowy drewniany kościołek pod wezwaniem świętej Teresy i Jana od Krzyża. Rok 1635 zesłał zakonnikom hojnych opiekunów, w osobach podkanclerzego Wielkiego Księstwa Litewskiego Stefana Krzysztofa Paca wraz z żoną Anielą oraz ponownie braci Dubowicz. Przekazali oni ogromne ilości pieniędzy na zrealizowanie olśniewającej świątyni, której budowa trwała piętnaście lat, czyli do roku 1650. Kościół świętej Teresy konsekrowany był przez biskupa Jerzego Tyszkiewicza dnia 15 października 1654 roku. Niestety nie wiemy kto odpowiada za projekt architektoniczny kościoła, lecz autorstwo fasady przypisywane jest Konstantemu Tencalli, na podstawie badań początkowo publikowanych przez profesora Morelowskiego. Jak czytamy:

Wskazówką potemu zdaje się być okoliczność, że fasada kościoła Dominikanów w Wiedniu, która powstała nieco później od świętej Teresy, ale jest do niej niezmiernie podobna – stanowi dzieło pewne członka tej samej rodziny architektów – Carpofora Tencalli.

Konstantego Tencallę możecie kojarzyć jako autora słynnej Kolumny Zygmunta w Warszawie czy też współtwórcę Zamku Ujazowskiego. W Wilnie współpracował także nad kaplicą świętego Kazimierza w katedrze.

Układ kościoła świętej Teresy odpowiada typowi bazylikowemu, o wyższej nawie głównej i dwóch niższych bocznych. Prezbiterium sklepione jest kopułą ukrytą w dachu, a obok niego wznosi się wieża. Końcem XVIII wieku do kościoła dobudowano także kaplicę Pociejów i kaplicę Matki Bożej Dobrej Rady. Myślę, że bezpiecznie można założyć, że każdy kto przyjeżdża do Wilna, choć raz udał się do Ostrej Bramy – a jeśli do niej dotarł, to musiał również widzieć fasadę kościoła świętej Teresy. Podążając w górę głównego traktu starego miasta, wchodząc w ulicę ostrobramską, z obu stron otaczają nas niewysokie, jedno- dwu- piętrowe urocze kamieniczki. I gdy oczom naszym ukazuje się majacząca w oddali Ostra Brama, pięknie spinająca to perspektywistyczne ujęcie, to choć wzrok podąża ku temu słynnemu miejscu kultu, kompozycję całkowicie dominuje właśnie wspomniana przed chwilą fasada. Dwukrotnie wyższa od pozostałych okolicznych budynków, majestatycznie, acz nienachlanie przyciąga naszą uwagę stonowaną kolorystyką i prostotą kształtu. Jej forma jest właściwie nieco bardziej strzelistą wersją fasady Il Gesu, różniąc się jedynie interpretacją poszczególnych elementów, lecz zachowując bazę kompozycji. Fasada rozwiązana jest symetrycznie i podzielona w pionie na dwie główne części. W niższej części, w centrum znajduje się wejście, do którego prowadzą schody, biegnące symetrycznie przy ścianie fasady z lewej i prawej strony wejścia. Drewniane drzwi ujęte są w ozdobny portal, flankowany kolumnami, podtrzymującymi czarny fronton, czyli niski szczyt, w tym wypadku o kształcie rozerwanego w środku trójkąta, w którego środek wstawiono kontrastujący bielą herb Paców. Powyżej znajduje się doświetlające wnętrze okno, obramowane spływami wolutowymi. Całość – okno i portal – znajduje się w niszy o wysokości pierwszego segmentu, sięgającej niemal belkowania, zwieńczonej półkolistym łukiem. Po jej bokach znajdują się po dwa zwielokrotnione pilastry o głowicach w prawie czarnym kolorze. Dalej, po bokach znajdują się niewielkie nisze z rzeźbami świętych, po jednej z lewej i z prawej strony, a nad nimi niewielkie, prostokątne okna. Boki fasady zamykają znowuż pilastry, takie jak opisane wcześniej. Na czarnych głowicach pilastrów oparty jest biały lekki architraw, powtarzający uskoki pilastrów, zyskujący więc nieco na dynamice płaszczyzny. Zaraz nad nim, ponad gładkim fryzem, znajduje się gzyms, tym razem już masywniejszy, śmielej operujący bryłą i rozpoczynający wyższy segment fasady. W związku z tym, że kościół wzniesiony jest w typie bazylikowym, środkowa część pnie się w górę, podczas gdy jej boki wspierane są przez spływy wolutowe, niwelujące różnicę wysokości naw bocznych i nawy środkowej przez miękkie, organiczne kształty ślimacznic. Na osi narożnych pilastrów z dolnego segmentu ustawione są smukłe piramidki wsparte na cokołach, dodające fasadzie strzelistej lekkości. W środkowej części, na osi znajduje się balkon, wraz z ozdobnym obramieniem w odcieniach szarości, zajmujący całość centralnego pola. Boki, tak jak i na dole, flankowane są pilastrami. Ponad zwielokrotnionymi gzymsami podtrzymywanymi przez pilastry znajduje się trójkątny fronton z lekkimi uskokami na ramionach i górującym nad jego czubkiem krzyżem. Co niezwykłe, do dekoracji użyto tu prawdziwego kamienia, co w Wilnie było bardzo rzadko praktykowane. Czytamy więc, że:

Cokół na całej szerokości fasady wykonany jest z piaskowca szwedzkiego. Kolumny portalu granitowe, ze stopami i głowicami z białego marmuru, obramienie drzwi oraz wszystkich okien, a także balkon w górnej kondygnacji, dwie piramidy z piedestałami i kulami, dwa lichtarze i herb Paców z koroną – wszystko to wykonano częściowo z marmuru, częściowo z granitu szwedzkiego. Zważywszy ogromne trudności i koszty, z jakiemi sprowadzać było trzeba bloki kamienne, podziwiać należy ten gest istotnie magnacki.

Kończąc temat fasady, wspomnę jeszcze tylko, że cytowany tu często profesor Kłos, w roku 1927 odpowiedzialny był za jej renowację.

Mówiąc o wyglądzie zewnętrznym kościoła, nie można pominąć kaplicy Pociejów, dobudowanej do kościoła w roku 1783. Nie tworzy ona z główną bryłą spójnej całości, lecz nie można odmówić jej uroku. O prostokątnym rzucie, filigranowych kształtach, fantazyjnych wycięciach okien, ulatujących w powietrze gzymsach i frontonach z eliptycznymi okienkami, zwieńczona jest kopułą z doświetlającą ją latarnią, którą dumnie spina złota korona.

Poza opisanymi fragmentami, kościół raczej nie przyciąga uwagi, ściana nawy bocznej, położona przy ulicy Ostrobramskiej, pozostała gładka, bez cienia dekoracji. Jedynym elementem, który na moment przykuwa uwagę jest narożna dzwonnica, jednak oko szybko się z niej ześlizguje, gdyż brak jej polotu czy temperamentu, dorównującego wcześniej wspomnianym fragmentom.

Zanim przejdę do opowieści o wnętrzu kościoła, muszę powrócić do jego dziejów – bo choć zewnętrze kościoła zachowało się w formie właściwie niezmienionej od połowy XVII wieku, tak wnętrze niestety miało bardziej burzliwą historię. Jak pewnie podejrzewacie, mowa o roku 1655, kiedy to najazd moskiewski ogromnie zniszczył miasto. W przypadku kościoła świętej Teresy na szczęście obyło się bez mordu zakonników, gdyż karmelici schronili się poza Wilnem. Ucierpiały jednak właśnie wnętrza, a przede wszystkim ołtarze, porąbane w drzazgi. Już sześć lat później wnętrze zostało przywrócone do swej reprezentacyjnej formy, lecz kolejne duże zniszczenia przyniósł pożar z roku 1760. Wtedy to gruntownie odnowiono freski ze ścian i sklepień. Nowy wystrój, stworzony już w stylu rokokowym, przypisywany jest Janowi Krzysztofowi Glaubitzowi. Wnętrze kościoła jest dość ciemne, co tylko dodaje wystrojowi aury teatralności. Operując światłem, i tak już dominujący kompozycję główny ołtarz z ekstazą świętej Teresy, olśniewa, będąc punktowo rozjaśnionym ciepłym światłem. Wystrój utrzymany jest w odcieniach bieli i złota, o kształtach nieregularnych, rozedrganych i w przeciwieństwie do masywności form barokowych – lekkich. Zewsząd otaczają nas wijące się złote liście, wystrzępione rocaille na kształt kogucich grzebieni i falujące szaty aniołów i świętych.

Nawa główna kościoła przekryta jest kolebką z doświetlającymi lunetami i pokryta jest freskami, z których główny temat stanowi sześć scen z życia świętej Teresy. Poszczególne przedstawienia ujęte są w koronkowe białe ornamenty rocaille, a tło stanowi przejemny pastelowo-brzoskwiniowy kolor. Kolorystyka fresków jest generalnie warta podziwu, gdyż utrzymana w nienachlanych tonach, pozostaje interesującym elementem malarskim, bez wpadania w bylejakość tak zwanej potocznie „pastelozy”. Dodatkowo okna w lunetach ozdobione są witrażami o żywych kolorach.

Kolebka sklepienia wspiera się na kunsztownie rzeźbiarsko rozbudowanym belkowaniu, o dekorowanym gzymsie, malowanym iluzorycznie fryzie i przepełnionym ornamentami architrawie. Belkowanie oparte jest na złotych kapitelach białych pilastrów zestawionych w parach pomiędzy arkadowymi przejściami do naw bocznych. Nad ich łukami znajdują się freski ujęte w stiukowe ramy, uzupełnione dekoracją w postaci zwieszających się chust na kołeczkach i cekinów. We wszystkich przejściach znajdziemy rokokowe ołtarze z obrazami w centrum i rzeźbami świętych po bokach – ich bazą są jasnoszare postumenty, z których wyrasta rama okalająca obraz, opleciona złotym ornamentem przechodzącym w zloty pióropusz rocaille, wpływający na zagięcie łuku przejścia między nawami.

Wracając jeszcze na moment do przekrycia kościoła – nad prezbiterium znajduje się malarsko dekorowana kopuła, której nieoświetlona głębia zdaje się nie mieć końca, gdy patrzymy na całą kompozycję kościoła. Dodaje to wnętrzu dodatkowej przestrzenności. W kwestiach malarskich nieco trudno oceniać to miejsce, gdyż poziom oświetlenia pozostawia nam pewne rzeczy w sferze domysłów.

Wśród godnych wymienienia elementów należy wspomnieć także zawieszoną z lewej strony nawy głównej ambonę, przypominającą smukłą pozytywkę z ażurowego złota, oraz utrzymane w stylu wnętrza organy.

Wnętrza kościoła świętej Teresy są przecudnie zachowanym całościowym rozwiązaniem w duchu rokoko, choć rok 1812 przyniósł im z rąk Francuzów spore straty. Pracami renowacyjnymi po tych wydarzeniach kierował Kanut Rusiecki i zakończono je dopiero w roku 1857. Tym nie mniej kościół ten pozostał do dziś niezwykle cennym zabytkiem, dającym nam wgląd zarówno w początki baroku na Litwie, jak i rozkwit jego następcy – rokoko.

 

Bibliografia:

  • Garniewicz J., Świątynie wileńskie od czasów najdawniejszych do obecnych, Kędzierzyn Koźle 1993
  • Kłos J., Wilno. Przewodnik krajoznawczy, Vilnius 1923, 1937

 

Kościół św. Michała Archanioła

Dziś opowiem Wam o kościele świętego Michała Archanioła  i znajdującym się przy nim klasztorze bernardynek. Ostatni artykuł dotyczył kościoła świętej Anny, w którego okolicy pozostaniemy – zarówno dosłownie, gdyż znajduje się on zaraz naprzeciwko, przy ulicy świętego Michała, łączącej główną arterię starego miasta z kościołem – jak i stylowo, gdyż kościół świętego Michała powstał w stylu przejściowym z późnego gotyku do wczesnego renesansu.

Aby przybliżyć Wam jak to się stało, że obiekt ten w ogóle powstał, muszę rozpocząć opowieść nieco wcześniej niż powstanie kościoła świętego Michała. Bernardynki zjawiły się bowiem w Wilnie dzięki fundacji księżniczki Barbary Radziwiłłówny i wojewodzianki wileńskiej Anny Olechnowiczówny w roku 1495. Dzięki ich staraniom powstał klasztor na Zarzeczu, po drugiej stronie rzeczki Wilejki niż kościół świętego Franciszka i świętego Bernarda. Był to fundusz pierwotnie – i przez większość swego istnienia – dość ubogi, wzniesiony z drewna, w formie tej ostatecznie doszczętnie spalony końcem XVIII wieku.

Jednak już wiek XVI przyniósł bernardynkom niespodziewanie hojnego mecenasa – kanclerza wielkiego litewskiego, Lwa Sapiehę. Ten to, będąc w posiadaniu kamienicy obok kościoła Bernardynów, gdzie czasami pomieszkiwał, któregoś razu – według podania – miał w deszczowy dzień zaobserwować zakonnice z Zarzecza zmierzające do kościoła bernardynów. Szły one po kostki w błocie, przepychając się między pieszymi idącymi mostkiem nad Wilejką. Poruszony tym obrazem Sapieha postanowił ulżyć troskom bernardynek i wznieść im klasztor z osobnym kościołem, tak by mogły żyć w godnych warunkach.

Lew Sapieha, będąc człowiekiem czynu, prędko skonsultował swój pomysł z żoną, a następnie biskupem Benedyktem Woyną i prowincjałem Hieronimem Rybińskim, i rozpoczął wcielanie swoich zamierzeń w życie dnia 24 stycznia roku 1594. Do swojego pałacu, który wcielił w kompleks, dokupił kilka kamienic i okolicznych terenów, i już 29 kwietnia 1596 roku do gotowego klasztoru wprowadzono zakonnice. Ostatecznie jednak były to bernardynki sprowadzone z innych miast przez biskupa Woynę, a klasztor na Zarzeczu kontynuował swoją działalność przy kościele świętego Franciszka i świętego Bernarda.

W książce Władysława Zahorskiego o kościele świętego Michała możemy znaleźć przywilej Lwa Sapiehy dotyczący tej fundacji, złożony w wileńskiej kapitule w roku 1599, którego najważniejszy fragment brzmi:

A przetoż na cześć i chwałę Boga Wszechmogącego, Najśw. Panny Maryi i Wszystkich Świętych, na ziemi, miejscu i placu moim własnym na mieście Wilnie nad rzeką Wilenką obok kościoła i klasztoru XXży Bernardynów z ś. Franciszka obserwantów, przy ulicy zwanej Zarzeczną położonym z fundamentów wzniosłem, wymurowałem z cegieł, dokonałem kościół Religii Katolickiej pod tytułem św. Michała Archanioła, przy tym także kościele klasztor zakonnic Reformowanych Ś-Franciszka de Obserwantia Braci mniejszej, trzeciej Reguły własnym moim kosztem i nakładem podobnież z gruntu wymurowałem i wystawiłem, oraz wielą ozdobami, sprzętami w złocie, srebrze i szatach opatrzyłem, upiękniłem, udarowałem z tym umysłem i przedsięwzięciem, aby z dóbr moich własnych na życie i odzienie 24 zakonnic w tym klasztorze wieczną i nieodwołaną fundacją uczynił.

W swej hojności Sapieha, prócz samego klasztoru z kościołem, chciał zapewnić zakonnicom dostatnie życie i w tym celu podarował im liczne majątki ziemskie przynoszące zyski oraz dobra w postaci cennego wyposażenia. W zamian chciał tylko by bernardynki modliły się za króla, senat, kraj i rodzinę Sapiehów. Zahorski fundację tę podsumowuje słowami, że dzięki hojności Sapiehów wileński klasztor Bernardynek św. Michalskich zaliczał się do najbogatszych klasztorów klarysek na świecie.

Za datę ukończenia budowy kościoła uznaje się rok 1625, który to wkomponowany jest w dekorację głównej fasady. Jednak dwa lata później runęły jego sklepienia i prace przy ich odbudowie powierzono kamieniarzowi Jonasowi Kajetce, który to sfinalizował budowę. Kościół konsekrował 8 września 1629 roku biskup wileński Eustachy Wołłowicz.

Jak wspomniałam już wcześniej, założenie kościelno-klasztorne zostało wzniesione w duchu wczesnego renesansu i w formie tej, z minimalnymi zmianami przetrwało do dziś, będąc jednym z nielicznych przykładów architektury renesansowej w Wilnie. Za okres trwania architektury renesansowej w krajach Europy Zachodniej i Środkowej uznaje się pierwszą połowę XV wieku do drugiej połowy wieku XVI. Jednak oczywiście w owych czasach nowości w architekturze rozprzestrzeniały się o wiele wolniej niż obecnie, dlatego na tereny Polski idee renesansowe dotarły dopiero końcem wieku XV i za ich schyłek uznaje się połowę wieku XVII. Nic więc dziwnego, że powstały końcem XVI wieku kościół świętego Michała Archanioła jest stworzony w stylu dopiero co wyodrębniającego się z gotyku renesansu. Wilno jest wszakże położone dość daleko od kolebki odrodzenia – słonecznej Italii, a przypomnę jeszcze, że zaledwie 13 lat przed rozpoczęciem budowy tego kościoła, to jest w roku 1581, konsekrowano odbudowany po pożarze kościół świętej Anny o najbardziej gotyckiej z możliwych form.

A zatem czas by opisać Wam ufundowane przez Sapiehę założenie. Kościół nie jest duży, jego wymiary to 30 na 13,5 metra. Skonstruowany jest jako jednonawowy i przekryty kolebką z czterema parami lunet. Sklepienie to jest przepięknie dekorowane delikatnie wystającymi poza lico rozetami w kształcie serc, gwiazd i innych ozdobnych geometrycznych kształtów.  Dekoracja te ma delikatny, koronkowy charakter, gdyż poprowadzona jest tak zwanym kimationem jońskim, czyli ciągłym ornamentem zbudowanym z ułożonych wypukłych liści o jajowym kształcie, na przemian szeroki i wąski. Dzięki temu sklepienie sprawia wrażenie niezwykle misternie wykończonego, przy jednocześnie zachowanej prostocie i umiarze. W jeden ze spinających lunety romboidalny kształt wpisany jest herb fundatora – Lwa Sapiehy. Całość utrzymana jest w tonach bieli i beżu.

Lunety oparte zostały na bardzo masywnych pilastrach, czyli filarach wsuniętych w ścianę. Jest to bardzo ciekawy element, gdyż tak naprawdę są to zamaskowane zewnętrzne przypory mocno wciągnięte do środka budynku, stanowiące pozostałość po gotyckich metodach konstrukcji. Z zewnątrz możemy zobaczyć w miejscach odpowiadającym pilastrom niezbyt masywne, proste przypory.

W kościele tym nie ma wyodrębnionego architektonicznie prezbiterium. Zakończone ścianą zwieńczoną łukiem dało się poznać tylko dzięki ustawionemu tam głównemu XVII-wiecznemu ołtarzowi z czarnego, czerwonego, brązowego i zielonego marmuru. Ufundowany był on również przez Lwa Sapiehę i zrealizowany przez luterańskiego rzemieślnika, co miało pokazać tolerancję zamawiającego. Tematem przewodnim jest Trójca Święta – główny obraz przedstawia ukrzyżowanego Chrystusa, powyżej znajduje się Bóg Ojciec, a całość zwieńcza Duch Święty. Po bokach ukazani są archaniołowie – Michał i Gabriel. Oryginalne obrazy niestety nie przetrwały do naszych czasów – te aktualnie eksponowane pochodzą z trzeciego ćwierćwiecza wieku XVII. Ołtarz ten flankowany jest symetrycznie dwoma oknami zwieńczonymi półokrągłymi łukami, rozjaśniającymi wnętrze.

Boczne rokokowe ołtarze, o których możemy przeczytać jeszcze w książce Juliusza Kłosa z początku XX wieku, niestety za czasów sowieckich zostały zniszczone. Zachował się natomiast wspaniały nagrobek Lwa Sapiehy i jego dwóch żon – Elżbiety z Radziwiłłówi Doroty z Firlejów, znajdujący się po prawej stronie od głównego ołtarza. Został on wykonany z marmurów w odcieniach brązu w roku 1632 przez pochodzącego z Krakowa Franciszka Krakowczyka. Na przeciwnej ścianie prezbiterium znajduje się pomnik grobowy Jana Stanisława Sapiehy, który jest jednocześnie portalem do zakrystii.

Z oryginalnego wyposażenia kościoła możemy jeszcze znaleźć pomniejsze epitafia rodziny Sapiehów, na przykład Krzysztofa – syna Lwa, Teodory Krystyny i Anny. Aktualnie jednak znajdziemy w kościele liczne inne sakralne arcydzieła, gdyż od roku 2009 kościół świętego Michała Archanioła i część klasztoru bernardynek funkcjonuje jako Muzeum Dziedzictwa Sakralnego.

Lecz wciąż nie opowiedziałam Wam całej historii, bo choć kompleks zachował się dość dobrze w oryginalnej formie, to pewne zmiany zostały wprowadzone w wyniku zniszczeń wojennych. Rok 1655, jak dla większości omawianych dotąd kościołów, tak i dla kościoła bernardynek nie był łaskawszy. Z rozkazu biskupa zakonnice miały opuścić Wilno, uciekając przed moskiewską inwazją. W klasztorze została tylko Dorota Siedleszczyńska i kilka zakonnic, a wszelkie kosztowności zostały ukryte. Jednak kozacy co tylko udało im się odnaleźć to zrabowali, zakonnice zamordowali, a znajdujących się w krypcie pod kościołem Sapiehów wywlekli z trumien i zrabowawszy kosztowności rozrzucili ich ciała po ulicach.

Konstancja Sokolińska odnalazła szczątki Sapiehów i złożyła je z powrotem w krypcie, w której spoczywają do dziś, tak jak i ciało Doroty Siedleszczyńskiej. Niestety sam kościół również bardzo ucierpiał i po pożarze znalazł się w stanie prawie ruiny. Podczas odbudowy w latach 1663 – 1673, dzięki mecenatowi Pawła Jana Sapiehy, zmieniono układ fasady kościoła, której nadano kształt wpadający w barok poprzez zwielokrotnienie gzymsów i zwieńczenie boków  wieżyczkami. Fasada ta podzielona jest pilastrami, między którymi w pierwszym segmencie znajdują się trzy okna zwieńczone półkoliście. W drugim segmencie, oddzielonym od pierwszego gzymsem znajdziemy nisze, w których według opisu Zahorskiego znajdowały się malowidła – świętego Michała Archanioła w centrum oraz Gabriela i Rafała po bokach. Dziś widać po nich jedynie nieczytelne pozostałości. W trzecim segmencie znajduje się szczyt ze spływami wolutowymi i Chrystogramem oraz zwieńczenia wieżyczek barokowymi hełmami.

Początkiem XVIII wieku przy klasztornym murze wybudowano zadaszone obejście dekorowane malowidłami i rzeźbami świętych stojących na kolumnach. W wyniku przebudowy ulic otaczających założenie w drugiej połowie XIX wieku, krużganek ten rozebrano, choć ostały się wokół kościoła pozostałości kolumn. W podobnym czasie powstała wolnostojąca barokowa dzwonnica z bramą prowadzącą na teren kościoła.

Mimo wszystko los był dla kościoła raczej łaskawy – pomijając moskiewską inwazję. Wojska napoleońskie w 1812 nie wyrządziły tu szkód. Dopiero w roku 1864 klasztor skasowano z rosyjskiego rozkazu i zamknięto kościół 20 lat później. W roku 1905 kościół świętego Michała Archanioła został odzyskany przez rodzinę Sapiehów i przez kolejnych 7 lat poddany był renowacji pod kierunkiem Zygmunta Hendla. W roku 1921 powróciły tu bernardynki. Po zakończeniu II wojny światowej, kościół ten był zamknięty, jak większość w okupowanej przez sowietów Litwie. Zespół klasztorny popadał w ruinę, aż po pożarze z roku 1964  władze postanowiły przekształcić go w muzeum architektury. Po odzyskaniu niepodległości budynki powróciły do kurii wileńskiej, lecz prace konserwatorskie rozpoczęto dopiero w roku 2005. Cztery lata później otwarto wspomniane już przeze mnie wcześniej Muzeum Dziedzictwa Sakralnego w Wilnie.

 

Bibliografia:

  • Garniewicz J., Świątynie wileńskie od czasów najdawniejszych do obecnych, Kędzierzyn Koźle 1993
  • Kłos J., Wilno. Przewodnik krajoznawczy, Vilnius 1923, 1937
  • Minkevicius J., Lietuvos architekturos istorija / I, Vilnius 1987
  • Zahorski W., Kościół św. Michała i klasztory panien bernardynek w Wilnie, Vilnius 1911
  • http://www.bpmuziejus.lt/sv-mykolo-baznycia.html

 

Fasada - rok 1933 / źródło: www.bpmuziejus.lt Wyburzone podcienia - początek XX w. / źródło: www.bpmuziejus.lt Ołtarz główny i boczny - rok 1952 / źródło: http://www.bpmuziejus.lt

Kościół św. Anny

Artykuł ten, muszę przyznać, sprawił mi trochę kłopotu – jak bowiem opowiedzieć o najznamienitszym zabytku Wilna nie powtarzając jedynie dotychczasowych opracowań? Myślę, że będzie to ostatecznie artykuł ciekawy, bo w związku ze sławą zabytku, pojawiło się kilka wersji wydarzeń – zarówno legendarnych, będących oczywistym wymysłem – jak i pretendujących do bycia faktami. Zatem zanim przejdę do faktów, chciałabym dziś zacząć od legendy – gdyż tak jak wiele innych słynnych budowli (w Polsce na przykład krakowski kościół Mariacki) – i ten kościół ma swoją fantastyczną historię powstania. A zatem, na portalu Poznaj Wilno czytamy:

Według jednej z legend wileńskich budowę kościoła św. Anny w Wilnie rozpoczął zdolny i sławny mistrz Wojciech z Mińska, który miał córkę Marię i zięcia Jana. Sam Wojciech założył fundamenty i zaczął wznosić ściany. Zięć zaś udał się za granicę i stał się uczniem sławnego mistrza krzyżackiego. Kiedy Jan wrócił do Wilna, zobaczył budowę Wojciecha, która już się sporo się posunęła do przodu.

Widział ciężkie ściany bez ozdób i gzymsów, nieproporcjonalne do całości drzwi łukowe. Nie umiał ukryć swojego zmieszania i na natarczywe zapytania teścia, czy jest zachwycony budowlą, odpowiedział, że zbudowałby kościół inaczej. To, co widział, było za ciężkie i wręcz przygniatało.

Osłupiały Wojciech oddał budowę w ręce zięcia, który pracę rozpoczął z młodzieńczym zapałem, urzeczywistniając swoje marzenia w cegle i kamieniu. Nie zburzył postawionych przez Wojciecha ścian, lecz na nich, jak na podstawie, zaczął wznosić łuki, wysmukłe, lekkie słupki i gzymsy, wreszcie ukończył budowę trzema ażurowymi wieżyczkami, które zdawały się ulatywać w niebo.

Kiedy zakończył budowę zaprosił żonę i Wojciecha aby ją obejrzeli. Zauroczony kościołem Wojciech zrozumiał, że mąż córki stworzył arcydzieło. Zazdrość i emocje okazały się silniejsze niż rozsądek. Oszalały z gniewu Wojciech zrzucił Jana z rusztowań. Młody mistrz skonał u stóp żony.

Tym tragicznym aktem kończy się legenda o powstaniu kościoła – jak wyglądają natomiast fakty związane z historią kościoła świętej Anny, już Wam mówię. W literaturze zwykle przeczytamy, że kościół ten powstał na przełomie XV i XVI wieku. I to jest ogólnie przyjęty fakt. Jednak szperając w odmętach książek historycznych przez przypadek wpadłam na sporo ciekawego materiału będącego napisanego w sposób właściwie naukowy, lecz pomimo licznych wymienionych źródeł, będącego fikcją! Mowa o publikacji „Kościół świętej Anny w Wilnie”, autorstwa doktora Władysława Zahorskiego, wydanej w roku 1905 oraz pochodzących z połowy XIX wieku „Pomniejszych powieści historycznych” Teodeora Narbutta, które przypuszczam, że były bazą dla książki Zahorskiego.

Nie chcę Was wprowadzać w błąd przytaczając wyssane z palca fakty, ale uważam, że pomysł Narbutta, będącego bądź co bądź historykiem, by sfabrykować fakty i źródła jest tak absurdalny, że aż nie mogę się powstrzymać, by Wam nie opowiedzieć jaki poziom szczegółowości osiągnął w tej historycznej bujdzie. Zatem to, co teraz tu opiszę, pochodzi z tych dwóch książek i traktujcie te informacje jako ciekawostkę oraz wymysł bardzo zaangażowanego w tworzenie narodowej mitologii umysłu Narbutta.

Tak więc czytamy, że w czasach, gdy Litwa pozostawała krajem pogańskim w miejscu gdzie teraz stoi kościół istniał święty gaj, gdzie czczono jedno z bóstw. Idąc w ślady Władysława Jagiełły wycinającego wileńskie bałwochwalcze lasy i stawiającego w ich miejsce kościoły, Anna – małżonka wielkiego księcia litewskiego Witolda – postanowiła wznieść chrześcijańską świątynię na cześć swojej patronki. Był to wiek XIV. Miała ona poprzez swojego męża zwrócić się do dość dobrze kojarzonego przez Polaków mistrza krzyżackiego, Konrada Jungingena, z prośbą o użyczenie talentu zakonnego budowniczego – Jana Puhrbacha i jego pomocnika Rethke. W „Pomniejszych pismach historycznych” Teodor Narbutt wspomina o piśmie dyplomatycznym z roku 1394, w którym opisana jest procesja Litwinów z wileńskiej katedry do kościoła świętej Anny, która miała być manifestacją przeciwko krzyżackiemu najazdowi pod pretekstem chrystianizacji. Kolejne źródło wspominające kościół świętej Anny to opis z krzyżackiego poselstwa z roku 1397, w postaci dziennika hrabiego Konrada Kyburga, wielkiego szpitalnika zakonu krzyżackiego. Czytamy w nim:

Zaledwieśmy kilka godzin odpoczynkowi poświęcili, trzeba było wstawać i udać się na Mszę świętą do kościoła świętej Anny. Wyszliśmy pieszo, bo kościół leży w obrębie murów zamkowych, między ogrodami prawdziwie pięknie urządzonemi. Ulica do niego prowadząca jest lipami wysadzana i mnóstwo drzew młodych na wybrzeżu rzecznym wyrasta. Ta nowa świątynia strzelistemi wieżyczkami rozkosznie buja między zielonością, ich kolor czerwony, a krzyże złociste. Ona niedawno wzniesiona, ale strojna i ozdobna, jak każdy pomysł niewieści. Miejsce tam niskie, jak całego zamku, rzeka mniejsza kręto oblewa i tuż za nią wysokie wzgórza.

W przekonaniu Zahorskiego kościół świętej Anny przetrwał w niezmienionej formie przez 500 lat i jeszcze z niejakim oburzeniem pisał iż:

…czuliśmy się w obowiązku za pomocą przytoczonych dokumentów sprostować nieopatrzny błąd Balińskiego, ponieważ błąd ten dał powód niektórym pisarzom do zaprzeczania starożytności, tak drogiej pamiątki, jaką jest kościółek świętej Anny, który stanął w Wilnie niemal jednocześnie z wprowadzeniem tu chrześcijaństwa.

Mowa oczywiście o błędzie sugerującym powstanie kościoła w okolicach przełomu XV i XVI wieku. Ale czy Wy to widzicie?! Wszystkie te źródła i postacie budowniczych są wymienione tylko u Narbutta i ewentualnie zagubionych, jak Zahorski, historyków amatorów – nikt wcześniej o nich nie słyszał. A Dziennik Kyburga? Falsyfikat! Wyobraźcie sobie jak daleko idącym fanatyzmem narodowościowym trzeba się charakteryzować żeby kreować alternatywną historię – tym razem zabytku – w formie praktycznie naukowego opracowania, dającego złudne wrażenie, że czytamy tekst poważny, celem wydłużenia dziejów wspaniałości ojczyzny.

Co ciekawe, nawet profesjonalistom bajkopisarstwo Narbutta przysporzyło problemów przy opisywaniu historii kościoła świętej Anny. Mam na myśli Juliusza Kłosa, polskiego historyka architektury, profesora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Gdy po raz pierwszy wydał książkę „Wilno: przewodnik krajoznawczy”, w roku 1923, mogliśmy w niej przeczytać: Kościół świętej Anny, wzniesiony pierwotnie z drzewa w 1395 roku (…), co w oczywisty sposób nawiązuje do sfałszowanych źródeł. Natomiast gdy książkę tę wydano po raz kolejny w roku 1937, czytamy już co innego: Kościół świętej Anny, istniejący jako drewniany w drugiej połowie XV wieku, został w 1581 roku konsekrowany jako kościół murowany.

I od teraz przechodzimy wreszcie do rzeczy, czyli faktów – chciałoby się powiedzieć „faktycznych” – w kontekście dopiero co zakończonego fragmentu. Istnieją więc podejrzenia, że kościół mógł rzeczywiście istnieć w formie drewnianej w wieku XV. Początki świątyni są jednak dość mgliste i trudno z całą pewnością stwierdzić kto i kiedy ufundował świątynię. Datą zawsze pojawiającą się w literaturze jest rok 1502 i jest to najpóźniejsza z możliwych dat powstania kościoła. W związku z panowaniem w tym czasie króla Aleksandra Jagiellończyka, zwykle jemu przypisuje się fundację kościoła, choć w książce Janusza Garniewicza znajdziemy również teorię, że mógł być za nią odpowiedzialny jednak książę Zygmunt – późniejszy król Zygmunt I, który przebywał w tym czasie w Wilnie.

Nie jesteśmy pewni kto kościół ufundował i tak samo niestety nie możemy być pewni, który z architektów jest twórcą tego wileńskiego cudeńka. Jednym z najbardziej prawdopodobnych wśród typowanych architektów jest Michał Enkinger, pochodzący z Gdańska, twórca tamtejszego kościoła Mariackiego. Drugim możliwym kandydatem do tytułu autora  kościoła świętej Anny jest Benedykt Rejt – czeski budowniczy, pracujący między innymi nad zamkiem w Pradze.

Zatem póki co, mamy w miarę zarysowany początek powstania budowli, zanim jednak została ona konsekrowana w roku 1581, rok 1563 przyniósł ze sobą pożar, który strawił kościół. Dzięki funduszom arcybiskupa lwowskiego Solikowskiego i wileńskiego wojewody Radziwiłła, świątynia została odbudowana i wtedy też została fasadzie frontowej nadana charakterystyczna forma, którą możemy podziwiać do dziś. Kształt kościoła jest niezwykły – nie tylko ze względu na niezwykłą zawiłość i skrupulatność rozwiązań estetycznych, ale przede wszystkim dlatego, że ciężko budowlę tę porównać z czymkolwiek innym. W książce Juliusza Kłosa czytamy bardzo ciekawy wywód na temat tego skąd mogła się wziąć ta forma:

Jak stwierdził profesor Morelowski, kościół ten stanowi oryginalne związanie w nową całość francusko-flamandzkich pomysłów architektonicznych z doby najpóźniejszego gotyku, jaki rozwijał się jeszcze w XVI wieku w Belgii dzisiejszej, popierany gorąco przez wielkorządczynię Niderlandów Małgorzatę Austryjacko-Sabaudzką, spowinowaconą blisko z dworem ostatnich Jagiellonów.

Kościół zachwyca przepychem form, pomimo swego niewielkiego rozmiaru. Wykonany jest z czerwonej cegły, jego długość to 19 metrów, a szerokość 8,7 metra. Wysokość nawy to 12,7 metra. Jest to kościół jednonawowy, o bardzo jasnym wnętrzu doświetlonym ogromnymi oknami – ostrołukowymi triforiami – czyli podzielonymi na trzy części przez tak zwane laskowanie, czyli wąskie pionowe elementy, związane u góry łukami. Okna te są po cztery na każdej z bocznych ścian, na których poza gzymsem i przyporami nie znajdziemy żadnej dekoracji. Prezbiterium jest węższe i niższe od nawy głównej i oddzielone jest od niej ścianą tęczową. W roku 1613 do prezbiterium kościoła świętej Anny została dobudowana zakrystia i galeria łącząca kościół z klasztorem bernardynów. Przed nami więc najważniejsza część opisu – elewacja wejściowa. Zanim jednak szczegółowo ją opiszę, spróbuję Wam wytłumaczyć w jakim stylu kościół został stworzony.

Wiemy już, że historycy architektury widzą tu wpływ francusko-flamandzki, ale co to właściwie znaczy dla architektury tego czasu? Kościół świętej Anny, tak jak również wcześniej omawiane kościoły, stworzony jest w stylu gotyckim, jednak najpóźniejszej z jego odmian, dalekiej od surowości form pierwszych kościołów zakonnych, zwanej gotykiem płomienistym. Gotyk płomienisty to inaczej styl flamboyant i wykształcił się on we Francji, przodującej w fantazyjnym rozwoju form gotyckich. Nazwa tego stylu pochodzi od bogatych form detalu architektonicznego, przypominającego swoją rozedrganą formą płomienie. Wśród cech tego stylu możemy wymienić częste stosowanie ostrych łuków w odmianie oślego grzbietu, które licznie zastosowano w kościele świętej Anny. Co jest jednak niezwykłe to fakt, że styl flamboyant wykorzystywany był głównie w architekturze tworzonej z kamienia, tak więc ceglana wileńska świątynia jest bardzo wyjątkowa. Aby stworzyć to arcydzieło konieczne było wypracowanie ponad trzydziestu różnych form ceramicznych kształtek – bez nich osiągnięcie tak lekkiej, ulatującej ku niebu formy, byłoby niemożliwe.

Dół fasady jest raczej ciężki – wygląda jak dość wysoki cokół z pozbawionego dekoracji muru. W nim widzimy arkadę z trzema łukami prowadzącą do wnętrza świątyni. Powyżej natomiast nasz wzrok napotyka na eksplozję form. Z narożników wyrastają strzeliste wieżyczki, o lekkim kształcie wypracowanym poprzez zróżnicowanie głębi powierzchni. Środkowa część fasady składa się z okien przeplecionych laskowaniami i spinającym całość wielkim łukiem w ośli grzbiet. Przez całą fasadę biegną smukłe filary nadające rzeźbiarskiego efektu. Górna część fasady to głównie ośle łuki spinające filary, ażurowe szczyty wież narożnych i środkowej wyrastającej z jednego z ceglanych łuków. Całość wykończona jest misternymi pinaklami, czyli dekoracyjnymi elementami zakończonymi ostrosłupami, którego krawędzie są dekorowane czołgankami, czyli rzeźbiarską formą w kształcie zwiniętych listków, a góra zwieńczona jest kwiatonem, czyli dekoracją o formie kwiatu. Mało kto jest w stanie przejść obojętnie obok tak wspaniałego dzieła.

Jednak wielu po zobaczeniu tak efektownej bryły kościoła, oczekuje podobnego bogactwa form we wnętrzu i spotyka się z wielkim rozczarowaniem. Przede wszystkim warto wspomnieć, że wnętrze kościoła zostało zniszczone w pożarze i to co oglądamy teraz, pochodzi z odbudowy z lat 1902 -1904. Widzimy więc jedynie białe ściany i sklepienia wykończone żebrami z odkrytej cegły. Sklepienia są dość efektowne, gwiaździste, a z dekoracji znajdziemy tu tylko trzy barokowe ołtarze.

Na koniec chciałabym dla urozmaicenia powszechnych zachwytów przytoczyć znowu fragment napisany przez Juliusza Kłosa:

Nie można jednak powstrzymać się od pewnych uwag krytycznych. Otóż ta oryginalność jest już nieco sztuczna, przesadzona, licząca wyłącznie na efekt pierwszego olśnienia niezwykłością dekoracji, odbiegającej już nazbyt daleko od form w początku XVI wieku rozpowszechnionych. Fasada frontowa nie wiąże się organicznie z bocznemi, względnie spokojnemi i skromnemi, a sama w sobie – stanowi motyw szczytu gotyckiego, obsadzonego zbyt nisko, wprost na cokole. Koncepcja całości, pomyślanej najwidoczniej w kamieniu, zadaje gwałt materiałowi ceglanemu, nie uwzględniając przyrodzonych mu właściwości. Na ogół odnosi się wrażenie, że nieznany nam mistrz był raczej dekoratorem niezwykle zdolnym a jeszcze bardziej ambitnym, niż budowniczym; tak na przykład skarpy przy ścianach bocznych zaprojektował zbyt wątłe, tak że nie były one w stanie wytrzymać parcia sklepień; tem tłumaczy się kilkakrotne zawalenie się sklepień i wyparcie ściany prawej (południowej) kościoła dość znacznie z linii pionowej. Pomimo to wszystko jednak artysta cel swój osiągnął: dzieło jego budzi zachwyt powszechny, który Napoleon (według legendy) wyrazić miał słowami, iż chętnie przeniósłby ten uroczysty kościółek na własnych dłoniach do Paryża.

 

Bibliografia:

  • Garniewicz J., Świątynie wileńskie od czasów najdawniejszych do obecnych, Kędzierzyn Koźle 1993
  • Kłos J., Wilno. Przewodnik krajoznawczy, Vilnius 1923, 1937
  • Minkevicius J., Lietuvos architekturos istorija / I, Vilnius 1987
  • Narbutt T., Pomniejsze pisma historyczne szczególnie do historyi Litwy odnoszące się, Vilnius 1856
  • Zahorski W., Kościół św. Anny w Wilnie, Vilnius 1905
  • http://poznajwilno.pl/miasto/zabytki/kategoria-koscioly/kosciol-sw-anny/