Monthly Archives: Sierpień 2015

Noc na Wielkim Murze

Tytułowa przygoda była wynikiem całkowicie spontanicznej decyzji.

Do Pekinu przyjechałyśmy z Anią we czwartek rano, druga Ania miała do nas dołączyć w piątek i razem miałyśmy pojechać na Wielki Mur, wejście Badaling, bo najprościej jest się tam dostać, a że jest najpopularniejszym i najbardziej zatłoczonym wejściem – no trudno. Jednak jakaś wewnętrzna polska synchronizacja sprawiła, że w nocy z czwartku na piątek z Hongkongu przelecieli również Robert i Damian (AGH i Łódź), więc na Mur wyruszyliśmy w piątkę.

Zanim udało się nam znaleźć z Anią i odszukać przystanek autobusowy, było już mocno po 12. Według przewodnika na Badaling można dojechać autobusem 919, a na przystanku – standardowo – tylko 916 i 918. Pytamy więc czekających tam Chińczyków „Badaling?” „Tak tak, Badaling, 916.” Ok, wsiadamy, jedziemy blisko godzinę i nagle jeden z Chińczyków, który pokazał nam autobus, mówi, że czas wysiadać. Oczywiście okazało się, że to taksówkarz i teraz z przystanku chce nas zawieźć do wejścia na Mur, ale nie na  Badaling,a na Mutianyu. Wkurzeni (ale nie zaskoczeni), zgodziliśmy się, ponieważ zbliżała się 14, a my nawet nie widzieliśmy Muru z oddali.

Siedząc w taksówce zaczęliśmy kalkulować o której trzeba będzie rozpocząć powrót, żeby zdążyć na ostatni autobus do Pekinu. I wtedy pojawiła się myśl – a gdyby tam zostać..? Byliśmy kompletnie nieprzygotowani – ubrani w szorty, lekkie koszulki – jak to na wyjście w góry przy 33 stopniach. Jedyną osobą ze śpiworem była Ania, która jechała z plecakiem prosto na Mur, bez przepakowywania się. Ale stwierdziliśmy, że to przecież tylko jedna noc – damy radę! Hej ho przygodo!

W sklepikach przy kasach biletowych zaopatrzyliśmy się w wodę, „chemiczne bułki” i zaczęliśmy wcielać nasz plan w życie. Szybko okazało się, że cwanemu taksówkarzowi powinniśmy wysłać laurkę i pudełko czekoladek, bo Mutianyu było prawie pozbawione turystów. Rozbestwiliśmy się do tego stopnia, że z obcym człowiekiem w kadrze zdjęć nie robiliśmy. A z informacji później wyczytanych wynika, że jest to część starsza od Badaling, początkowo wzniesiona w połowie VI w., a obecny jej wygląd jest skutkiem odbudowy z 1569 roku i większość jego konstrukcji  jest konstrukcją oryginalną i dobrze zachowaną. Jest to również część o największej skali spośród wszystkich na Wielkim Murze.

Żeby nie tracić czasu na wspinaczkę lasem, na Mur wjechaliśmy czymś typu wyciągu krzesełkowego i ruszyliśmy na wędrówkę częścią dostępną dla turystów. Po przejściu przez punkt kończący trasę turystyczną Mur dziczał z każdym kolejnym krokiem, by w końcu zamienić się w ruiny pokryte krzewami i drzewami. Choć trasa ta była opanowana przez roślinność, to z rzadka musiała być uczęszczana przez ludzi, bo w pozostałościach kolejnych wieżyczek strażniczych można było odnaleźć nikłe ślady ludzkiej obecności. Na jednej z wież obserwowaliśmy zachód słońca i postanowiliśmy wrócić do poprzedniej, w lepszym stanie, by spędzić tam noc.

Nasz nowy dom można porównać jedynie z baśniowymi wyobrażeniami lub filmowymi realizacjami. Główne pomieszczenie było pozbawione dachu, w rogu rosło drzewo, którego korona wraz z krzewami, obrastającymi szczyty ścian, tworzyła nad naszym „salonem” zielony baldachim. Z lewej strony znajdowały się kolebkowo sklepione wnęki, z których jedna służyła nam tej nocy za sypialnię.

Jednak zanim poszliśmy spać, zdecydowaliśmy pójść za przykładem poprzednich lokatorów naszej wieży i zrobić ognisko w rogu salonu. Do pełni szczęścia brakowało nam jedynie gitary i ogniskowego jedzenia (od dziś zaczynam chodzić z ziemniakiem w kieszeni), zajęliśmy sobie więc czas grając w rozwiązywanie kryminalnych zagadek. Gdy noc nastała na dobre poszliśmy na pobliskie wyniesienie pozbawione drzew. Widoczność była obłędna, z jednej strony góry – widok na Pekin, nad nim gwiazdy i księżyc w pełni; z drugiej strony góry widok na wielką burzę w oddali.

Przed północą zdecydowaliśmy, że nadszedł czas aby przenieść się do wnęki, naszej sypialni o wymiarach na oko 1,80 x 2,20 m, pełnej suchych liści, które przykryte śpiworem Ani tworzyły miękkie posłanie. Choć w nocy nie było bardzo zimno, to ubrani jedynie w lekkie rzeczy musieliśmy zrobić coś by nie zmarznąć. I tu z inicjatywą wyszedł Robert budując przy wejściu do naszej sypialni kamienny piec, do którego przenieśliśmy żar i drewno z ogniska.

Zbudziliśmy się zbyt późno by zobaczyć wschód słońca, zjedliśmy śniadanie w salonie i przygodę zakończyliśmy wysiadając z autobusu w Pekinie koło południa.

1 2 3 4 5 IMG_9082 IMG_9088 IMG_9108 IMG_9112 IMG_9128 IMG_9132 IMG_9136 SJCM0049 w y z ż

Mapa

Część zdjęć z ręki Damiana 🙂

Chińskie Walentynki

Rano w pracy ze zdumieniem odkryłam, że dzisiaj (20.08.2015) Chiny świętują swoje Walentynki. Święto Qixi to w dosłownym tłumaczeniu „Noc Siódemek”, jako że przypada zawsze na siódmy dzień siódmego miesiąca chińskiego roku. Od niego wywodzą się święta: Tanabata w Japonii, Chilseok w Korei i Thất Tịch w Wietnamie.

Podobnie do naszych Walentynek, święto to zrodziło się z historii o dwójce kochanków – Zhinü i Niulang. Noc Siódemek obchodzono już za czasów dynastii Han (206 r.p.n.e – 220 r.), a pierwsza wzmianka o tym micie pojawiła się 2600 lat temu w Księdze Pieśni – Shijing – zaliczanej do Pięcioksięgu konfucjańskiego.

Młody pastuszek Niulang poznał piękną tkaczkę Zhinü – siódmą córkę Bogini, gdy ta uciekła z raju aby zaznać odrobiny rozrywki na Ziemi. Para prędko się w sobie zakochała i pobrała bez wiedzy Bogini. Przez pewien czas żyli szczęśliwie, doczekali się dwójki dzieci, jednak Bogini Nieba odkryła, że Zhinü związała się ze śmiertelnikiem i nakazała jej powrót do raju. Niulang był zrozpaczony zniknięciem żony lecz z pomocą przyszedł mu wół z jego stada. Powiedział on, że jeśli zabije go i przywdzieje jego skórę, uda mu się dostać do raju by móc szukać żony. Gorzko zapłakawszy, Niulang zrobił co polecił mu wół i poniósł na grzbiecie swoje ukochane dzieci do raju celem odnalezienia Zhinü. Bogini zorientowała się, że wół to w istocie Niulang i wpadła w furię. Wyjęła ze swoich włosów spinkę, którą stworzyła na niebie rysę, formując tym samym szeroką rzekę – Drogę Mleczną, która już na zawsze miała rozdzielić kochanków: Zhinü – reprezentującą Vegę z gwiazdozbioru Lutni oraz Niulang – reprezentującego Altair z gwiazdozbioru Orła. Zhinü spędza teraz wieczność pogrążona w smutku, tkając na swym krośnie, podczas gdy Niulang przygląda się jej z oddali, opiekując się dwójką ich dzieci – flankującymi go gwiazdami Beta i Gamma Aquilae. Ale raz do roku wszystkie sroki na Ziemi litują się nad nimi i lecą w przestworza aby stworzyć most nad gwiazdą Deneb z gwiazdozbioru Łabędzia – wtedy to właśnie, w siódmą noc siódmego miesiąca, na krótką chwilę kochankowie mogą się zjednoczyć.

Mit o Niulang i Zhinü był popularnym motywem literackim, a jednym z najznamienitszych dzieł jest poemat Qin Guana (1049-1100) z dynastii Song:

„鵲橋仙

纖雲弄巧,飛星傳恨,銀漢迢迢暗渡。 金風玉露一相逢,便勝卻人間無數。 柔情似水,佳期如夢,忍顧鵲橋歸路。 兩情若是久長時,又豈在朝朝暮暮。

Spotkanie poprzez Drogę Mleczną

Przez zmienne kształty delikatnych chmur, smutną wiadomość spadających gwiazd, cichą podróż przez Mleczną Drogę, jedno spotkanie Pasterza i Tkaczki pośród złotego jesiennego wiatru i nefrytowo-lśniącej rosy, przyćmiewa niezliczone spotkania w przyziemnym świecie. Uczucia miękkie jak woda, ekstatyczny moment odrealniony niby sen, jak można mieć serce by wrócić na most ze srok? Jeśli dwa serca są zjednoczone na zawsze, dlaczego dwie osoby muszą być razem – dzień po dniu, noc po nocy?”

Niulang_and_Zhinv_(Long_Corridor)

Przedstawienie z Pałacu Letniego w Pekinie. url

W święto Qixi dziewczęta proszą Zhinü o mądrość, dobrego męża i recytują tradycyjne modlitwy o zręczność w haftowaniu, które reprezentuje wszystkie talenty dobrej żony. Dzień ten jest również istotny dla świeżo poślubionych par – zgodnie z tradycją mają brać udział w obchodach ostatni raz i pożegnać się z rajską parą, co ma przynieść małżeństwu szczęście i symbolizuje ostateczną akceptację żony przez rodzinę męża.

Podczas święta kobiety tworzą feston z darami dla Niulang i Zhinü, zwykle z owoców, kwiatów, herbaty i pudru. Po złożeniu ofiary połowę pudru zrzuca się z dachu, a drugą połową obrarowuje się młode dziewczęta, wierząc, że w ten sposób wiąże się ich urodę z urodą Zhinü.

Tej nocy Chińczycy wypatrują na niebie Vegi i Altaira oraz mostu w postaci gwiazdy Deneb. Jeśli pada, oznacza to, że rzeka próbuje zerwać most ze srok – lub symbolizuje łzy rozłączonych kochanków. Według jednego z podań stojąc tego dnia koło winorośli można usłyszeć szepty Zhinü i Niulanga. Z tego też mitu wywodzi się symbolika srok jako znaku małżeńskiego szczęścia i wierności.

Jednak ile z tych z zwyczajów jest faktycznie kultywowanych – ciężko stwierdzić. Według informacji z internetu (a jakże!) aktualnie Qixi zbliżone jest do amerykańskich Walentynek – komercjalnego szaleństwa z czekoladkami, różami i kolacjami przy świecach w roli głównej. W formę taką mogę uwierzyć, ale nawet do Polski daleko im w komercjalizacji (nie mówiąc o USA), o czym najlepiej świadczy fakt, że o święcie dowiedziałam się dopiero dzisiaj. Ani jednego serduszka, ani jednej róży. I bardzo dobrze.